Co naprawdę dzieje się za kulisami rozmów o kwalifikacjach trenerów?
Nie było mnie na spotkaniu w ministerstwie.
Zostałam o nim poinformowana w poniedziałek, a odbyło się już w piątek.
Przypadek? Nie sądzę.
To kolejna sytuacja, w której wszystko dzieje się na ostatnią chwilę – tak, aby wiedziały o tym tylko osoby bezpośrednio zaangażowane w projekt. Projekt, nad którym – jak się okazuje – prace trwają już od dwóch lat. Co ciekawe, w rozmowach z osobami zaangażowanymi słyszałam wcześniej, że „nic się nie dzieje”.
Naprawdę?
Już sam początek spotkania był wymowny. Padła prośba, aby niczego nie nagrywać i nie robić zdjęć. I tu pojawia się zasadnicze pytanie: dlaczego środowisko trenerów i instruktorów nie ma prawa wiedzieć, co się dla nich przygotowuje?
Jednym z głównych tematów były tzw. ramy kwalifikacji. I tutaj warto jasno powiedzieć: to naprawdę nie jest skomplikowany temat – przynajmniej w teorii.
Każde państwo europejskie posiada własne ramy kwalifikacji – w Polsce są to Polskie Ramy Kwalifikacji. Analogiczne systemy funkcjonują w Anglii, Irlandii i innych krajach. W przypadku edukacji formalnej wszystko jest przejrzyste. Tytuły takie jak licencjat, magister czy doktorat są przypisane do określonych poziomów i mogą być porównywane w skali europejskiej.
Problem zaczyna się jednak tam, gdzie kończy się teoria – czyli przy kompetencjach zawodowych.
Bo tu nie ma jednego, wspólnego systemu. Każde państwo ma własne przepisy, standardy, odpowiedzialność i rynek pracy. I nikt – absolutnie nikt – nie jest w stanie narzucić jednemu krajowi, kogo ma uznawać za specjalistę gotowego do pracy.
Wyobraźmy sobie elektryka z Polski, który jedzie do Irlandii i bez żadnego dodatkowego przeszkolenia chce pracować na miejscu. Czy jakikolwiek odpowiedzialny pracodawca się na to zgodzi? Oczywiście, że nie. Bo bierze pełną odpowiedzialność za bezpieczeństwo, jakość usług i swoją reputację.
I dokładnie tak samo wygląda sytuacja w branży fitness.
Mówienie o „pełnej mobilności” w tym kontekście to nieporozumienie – albo świadome wprowadzanie w błąd.
Jestem w tej branży od 32 lat. Działam na rynkach międzynarodowych. I z pełną odpowiedzialnością mówię: coś takiego po prostu nie istnieje.
Kompetencje zawodowe to nie teoria – to praktyka, doświadczenie i odpowiedzialność
Takie systemy poza akademickie każdy kraj wypracowuje latami – we wszystkich branżach, a szczególnie w usługach. I to nie byle jakich usługach, tylko tych związanych bezpośrednio z drugim człowiekiem.
Tego nie da się ujednolicić jednym rozporządzeniem. Tego nie da się „przenieść” między krajami jak dyplomu.
Podczas spotkania cały czas mieszano dwa zupełnie różne światy: sport i rekreację.
Postawmy to jasno:
SPORT to wynik.
FITNESS / REKREACJA to zdrowie, dobrostan i jakość życia.
To są dwa różne systemy, dwie różne odpowiedzialności i dwa różne podejścia.
W sporcie – jak najbardziej – uczelnie wyższe powinny porządkować ścieżki dla trenerów konkretnych dyscyplin: koszykówki, siatkówki, tenisa. Tam są wyniki, rankingi, selekcja. Trener odpowiada za rezultat zawodnika.
Ale trener personalny?
To nie jest zawód nastawiony na wynik w rozumieniu sportowym.
To nie jest coś, co da się zmierzyć tabelą.
Do trenera personalnego klient przychodzi po zdrowie.
Po lepsze życie.
Po wsparcie.
I dziś to już nie jest tylko „trener od wyglądu”.
To osoba, która musi mieć wiedzę holistyczną – rozumieć ciało, psychikę, styl życia.
Bo jak sama nazwa mówi: personalny – czyli osobisty, ukierunkowany na człowieka.
A teraz spójrzmy na realia rynku:
- szkolenia są prywatne,
- kluby są prywatne,
- działalność trenerów to najczęściej jednoosobowe firmy,
- odpowiedzialność i ubezpieczenie leżą po stronie trenera.
I w tym wszystkim pojawia się pytanie:
gdzie dokładnie jest miejsce na regulację państwową?
Bo jeśli ktoś mówi o „uregulowaniu zawodu”, to ja pytam wprost:
- Co to znaczy? Że dziś działamy nielegalnie?
- Co z wiedzą i doświadczeniem zdobywanym latami – na międzynarodowych konferencjach i sympozjach?
- Kto miałby to weryfikować? Urzędnik, który nigdy nie prowadził zajęć i nie zna realiów pracy w klubie?
Postawmy sprawę jasno:
REKREACJA I HOLISTYCZNE PODEJŚCIE TO NIE SPORT.
I nie ma w Europie kraju, w którym państwo reguluje uprawnienia w branży fitness w taki sposób, jak sugerowano na spotkaniu.
Jako REPs Polska współpracujemy z:
- EuropeActive
- World Active
- ICREPs
I wszędzie jasno jest powiedziane:
systemy funkcjonują, ale nie są narzucane przez państwo jako regulacja zawodu.
Szkolenia prowadzą zarówno podmioty publiczne, jak i prywatne – dokładnie tak jak w Polsce.
Dlatego pojawia się kolejne pytanie:
Skąd informacja o „50% krajów z regulacją”?
Proszę o konkretne dane.
Bo jeśli mówimy o przyszłości branży, to mówmy na faktach – nie na interpretacjach.
Oczywiście – idea jest słuszna.
Chcemy, żeby trenerzy zarabiali więcej.
Żeby byli doceniani.
Ale jak państwo chce to osiągnąć?
-
Wprowadzi płacę minimalną dla trenerów?
-
Narzuci klubom, kogo mają zatrudniać?
- To są realne pytania – na które na razie nie ma odpowiedzi.
- Dlatego dziś kieruję pytanie bezpośrednio do Was:
- Trenerzy, instruktorzy – czego Wy chcecie?
- Czy chcecie regulacji państwowych?
- Czy chcecie, żeby ktoś decydował za Was?
- Oddajmy głos branży.
- Proszę Was o wypełnienie ankiety – wyniki opublikuję publicznie:
Bo czas w końcu przestać mówić o trenerach –
i zacząć mówić głosem trenerów.
Pozdrawiam serdecznie,
Edyta Bartejczuk-Wolak
Prezes REPs Polska
Biegła sądowa
